Wizyta na miejscowym targowisku, gdzie wybrałem się w wieczór poprzedzający wspinaczkę na Kinabalu, na długo zapadnie mi w pamięć. Takiej orgii smaków, zapachów, kolorów i wrażeń wszelakich nie sposób zapomnieć.
Targ w Kinabalu pełen smaków
Czego tu nie było? Egzotyczne owoce, z których wiele niedostępnych jest w Polsce i wiele gatunków widziałem po raz pierwszy na oczy; warzywa, szczególnie papryki wszelkiego rodzaju; korzenie imbiru i innych miejscowych roślin, mnóstwo przypraw o kombinacjach smaków nieznanych u nas.
Do tego wszystkiego ryby, krewetki i inne owoce morza, miejscowy garmaż – szaszłyki przeróżnego rodzaju, na widok i zapach których ślinka ciekła. Do tego gotowe napoje: mleko kokosowe, soki, np. z mango…
Zresztą, co tu dużo pisać, zobaczcie sami! Miłego oglądania 🙂
czytaj również: