Miał liczyć około 1700 lat, pamiętać czasy starożytnego Rzymu, a według opowieści jego gośćmi mieli być nawet Juliusz Cezar i Kleopatra. Turyści przyjeżdżali, zwiedzali i płacili nawet 40 euro. Problem w tym, że fałszywy amfiteatr we Włoszech z antykiem miał niewiele wspólnego. Archeolodzy nie mieli wątpliwości: to współczesny beton, gips, włókno szklane i papier mâché. Historia brzmi jak komedia, ale jej finał może kosztować setki tysięcy euro. I pokazuje, że turysta czasem naprawdę jest gotów uwierzyć w niemal wszystko. Zwłaszcza gdy za opowieścią stoi tablica, przewodnik i odpowiednio wysoka cena biletu.

Włochy są wymarzonym miejscem dla miłośników historii. Rzym, Pompeje, Werona, tysiące zabytków i pozostałości po świecie sprzed setek czy tysięcy lat. Tu starożytne zabytki można mieć niemal na podwórku, a na archeologiczne znalezisko trafić podczas zwykłych prac ziemnych.

W takim otoczeniu kolejny starożytny amfiteatr nie musi wzbudzać podejrzeń. I najwyraźniej nie wzbudzał. Fałszywy amfiteatr we Włoszech przez lata uchodził za prawdziwy zabytek i atrakcję wartą niemałych pieniędzy.

Anfiteatro Berico. Wszystko wyglądało jak antyk. Tylko nim nie było

W Arcugnano koło Vicenzy, w regionie Veneto, przez lata działała niezwykła atrakcja. Anfiteatro Berico, znany również jako Porto degli Angeli, miał pochodzić z 393 roku naszej ery. Miał być archeologiczną sensacją. Tyle że archeologii było w nim mniej, niż mogliby oczekiwać turyści płacący za zwiedzanie.

Antyczny amfiteatr za 40 euro. Turyści płacili i podziwiali

Obiekt zajmował około 5000 metrów kwadratowych i przypominał budowle znane ze starożytnego Rzymu. Według przedstawianej turystom wersji przez stulecia pozostawał ukryty, aż w 2005 roku odsłoniło go osunięcie ziemi. Za zwiedzanie z przewodnikiem i organizowane tam wydarzenia trzeba było zapłacić nawet 40 euro.

Ale sama arena najwyraźniej nie wystarczała. Potrzebna była jeszcze legenda. Z miejscem łączono więc Juliusza Cezara i Kleopatrę. Tyle że tutaj historia zaczynała się mocno rozjeżdżać z kalendarzem. Jeżeli amfiteatr rzeczywiście miał powstać w 393 roku naszej ery, Cezar i Kleopatra nie mogli go odwiedzić. Oboje zmarli ponad 400 lat wcześniej.

To jednak nie wszystko. Z miejscem miała być związana również Julia z „Romea i Julii”. W tym przypadku problem jest jeszcze bardziej zasadniczy: mówimy o bohaterce literackiej. Fantazja najwyraźniej nie przeszkadzała jednak w interesach.

Archeolodzy weszli do środka. Zamiast antyku znaleźli gips

Za całym przedsięwzięciem miał stać Franco Malosso, przedstawiający się również jako „Franz von Rosenfranz”. Kreował się na badacza i mecenasa sztuki.

Pierwsze poważne wątpliwości pojawiły się w 2016 roku po zawiadomieniu złożonym przez gminę Arcugnano. Obiekt zbadali archeolodzy działający na zlecenie policji. I wtedy starożytność skończyła się bardzo szybko. Eksperci stwierdzili, że konstrukcje są… współczesne. Zamiast zabytków sprzed kilkunastu stuleci znaleziono materiały takie jak beton, gips, włókno szklane czy papier mâché. Analiza zdjęć satelitarnych miała dodatkowo wskazywać, że teren został najpierw przekształcony, a później wzniesiono na nim konstrukcję mającą wyglądać jak antyczna.

Krótko mówiąc: nie odkryto starożytnego amfiteatru. Ktoś go zbudował. Tak właśnie działała jedna z najbardziej niezwykłych fałszywych atrakcji turystycznych we Włoszech.

Porto degli Angeli w przewodnikach. Turyści uwierzyli, promocja regionu też

Można byłoby uznać, że na takie oszustwo turystyczne we Włoszech nabrała się garstka turystów. Tyle że sprawa zaszła znacznie dalej.

Fałszywy amfiteatr pojawiał się w materiałach promujących region. Trafił nawet do przewodnika turystycznego współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej oraz do regionalnej aplikacji turystycznej.

I właśnie tutaj historia przestaje być wyłącznie opowieścią o łatwowiernych turystach. Bo skoro zwykły urlopowicz zobaczy atrakcję w oficjalnie wyglądających materiałach, trudno wymagać od niego, aby przed zakupem biletu przeprowadził własne badania archeologiczne.

Zawiedli więc nie tylko ci, którzy uwierzyli w opowieść. Zawiódł również system weryfikacji atrakcji, które później promowano wśród odwiedzających.

Pięć gwiazdek. Starożytność godna polecenia

Jest jeszcze jeden szczegół, który idealnie dopełnia tę historię. Jak sprawdził szwajcarski Blick, atrakcję można było znaleźć na TripAdvisorze. Recenzji nie było wiele – zaledwie osiem – ale wszystkie kończyły się maksymalną oceną: pięć gwiazdek. Jeden z użytkowników zachwycał się nawet historią miejsca sięgającą tysięcy lat. Tyle że tej historii po prostu nie było.

To dobry przykład mechanizmu doskonale znanego z turystyki. Widzimy atrakcję w przewodniku. Ma dobre opinie. Ktoś sprzedaje bilety. Inni turyści robią zdjęcia. Wszystko wygląda profesjonalnie. Skoro wszyscy mówią, że to zabytek, dlaczego mielibyśmy podejrzewać, że kolumna, która wygląda, jakby wyszła spod tokarki wujka Zenka, została wykonana całkiem niedawno?

Twórca fałszywego amfiteatru trafił do więzienia

Sprawa ostatecznie znalazła finał przed sądem. Malosso został skazany między innymi za nielegalną działalność budowlaną i fałszowanie dóbr kultury. Otrzymał karę dwóch lat i czterech miesięcy więzienia.Według opisywanych przez media rozstrzygnięć zasądzono również 560 tys. euro odszkodowania dla gminy Arcugnano.

I można byłoby w tym miejscu postawić kropkę. Ale nie można, bo fałszywy amfiteatr we Włoszech nadal stoi.

Fałszywy amfiteatr trzeba teraz rozebrać. Tylko kto za to zapłaci?

Sąd nakazał rozbiórkę obiektu, ale sprawa okazuje się znacznie bardziej skomplikowana. Nie chodzi tylko o usunięcie betonowych konstrukcji. Wzgórze zostało przekształcone pod budowę całego kompleksu, dlatego konieczne może być również przywrócenie terenu do wcześniejszego stanu. Według medialnych szacunków koszt całej operacji może sięgać kilkuset tysięcy euro.

Burmistrz Arcugnano Simone Cuomo nie zamierza przerzucać rachunku na mieszkańców.

– Ktokolwiek dopuścił się nadużycia, musi zapłacić i naprawić powstałe szkody środowiskowe – powiedział, cytowany przez włoskie media.

Trudno się dziwić. Roczny budżet niewielkiej gminy wynosi poniżej 6,5 mln euro, a samorząd ma znacznie pilniejsze wydatki niż finansowanie likwidacji atrakcji, która nigdy nie powinna powstać.

Turyści uwierzą we wszystko? Nie do końca

Najłatwiej byłoby zakończyć tę historię stwierdzeniem, że turystę można przekonać do wszystkiego. Trochę w tym prawdy jest.

Na wakacjach łatwiej wyłączamy czujność. Jeśli coś wygląda jak zabytek, jest zaznaczone jako atrakcja, ma bilety, przewodnika i dobre recenzje, niewiele osób zacznie sprawdzać, czy przedstawiona historia rzeczywiście się zgadza. A jeśli jeszcze trzeba zapłacić 40 euro? Paradoksalnie wysoka cena może wręcz wzmacniać przekonanie, że miejsce musi być wartościowe.

Ale historia fałszywego amfiteatru we Włoszech nie jest wyłącznie opowieścią o naiwnych turystach. Obiekt trafił przecież do materiałów turystycznych i regionalnej aplikacji. Przez lata funkcjonował jako atrakcja, zanim sprawa została ostatecznie rozpracowana. Turysta ma prawo zakładać, że jeśli miejsce jest oficjalnie promowane, ktoś wcześniej sprawdził, czy antyczny zabytek rzeczywiście jest antycznym zabytkiem.

Wakacyjne oszustwa bywają znacznie mniej zabawne

Włoska historia jest spektakularna, ale turyści regularnie padają ofiarą znacznie prostszych sztuczek. Fałszywe apartamenty, nieistniejące noclegi, podrobione bilety czy dodatkowe opłaty ukryte w rachunkach – wakacyjny biznes daje oszustom ogromne możliwości.

W Cesenatico nad Adriatykiem oferowano nawet turystom apartament wakacyjny, który w rzeczywistości nie istniał. Według opisywanych przez media ustaleń ofiarą oszustwa padło ponad 120 osób.

Mechanizm zawsze wykorzystuje podobną przewagę: turysta jest daleko od domu, nie zna miejscowych realiów i często podejmuje decyzję na podstawie kilku zdjęć, opinii albo informacji znalezionej w Internecie. Dlatego warto sprawdzać. Nawet jeśli oferta wygląda wiarygodnie.

Teraz pozostaje już tylko pytanie, kto zapłaci za rozebranie prawdopodobnie jednego z najmłodszych „starożytnych” amfiteatrów we Włoszech. A historia z Arcugnano daje jeszcze jedną lekcję: pięć gwiazdek w internecie nie zmieni gipsu w antyczny marmur.

Źródła: Blick, Corriere del Veneto, La Repubblica
Fot.: Google Maps

Czytaj również: