Dziesięć rojów sejsmicznych w ciągu zaledwie kilku miesięcy, tysiące niewielkich trzęsień ziemi i sygnały wskazujące na ruch płynów głęboko pod powierzchnią. Naukowcy uważnie obserwują to, co dzieje się pod Teneryfą. Czy wyspie grozi erupcja? Eksperci uspokajają: w krótkiej i średniej perspektywie ryzyko jest niskie. Nie mają jednak wątpliwości, że Teneryfa pozostaje aktywną wyspą wulkaniczną. Co więcej, jeśli kiedyś dojdzie do erupcji, bardziej prawdopodobne od przebudzenia samego Teide może być powstanie zupełnie nowego wulkanu.

Nowy wulkan na Teneryfie? Naukowcy nie wykluczają takiej sytuacji. Pod Teneryfą dzieje się teraz więcej niż zazwyczaj. Od początku 2026 roku na wyspie zarejestrowano już dziesięć rojów sejsmicznych. Siedem wystąpiło między lutym a początkiem marca, kolejne trzy między czerwcem a lipcem.

O pierwszej dużej serii wstrząsów pod Teneryfą pisaliśmy już w lutym, kiedy aparatura zarejestrowała około 1400 niewielkich trzęsień ziemi. Dla porównania, w ciągu poprzednich dziewięciu lat naukowcy odnotowali zaledwie sześć podobnych epizodów. To właśnie ta różnica zwróciła uwagę ekspertów.

W każdym roju występują tysiące małych trzęsień ziemi w bardzo krótkim czasie, nawet kilka na minutę – wyjaśnia w rozmowie z hiszpańskim portalem 20minutos Itahiza Domínguez, dyrektor Narodowego Instytutu Geograficznego (IGN) na Wyspach Kanaryjskich.

Teneryfa. Dziesięć rojów sejsmicznych w 2026 roku

Brzmi groźnie, ale obecna sytuacja nie oznacza, że erupcja Teide na Teneryfie jest blisko. Rejestrowane trzęsienia są bardzo słabe. Ich magnituda nie przekracza 1,5, a ogniska znajdują się na głębokości około 10 kilometrów, na zachód od Las Cañadas del Teide. Wstrząsy są tak niewielkie, że mieszkańcy i turyści ich nie odczuwają. Według Domíngueza bywają trudne do wykrycia nawet przez sejsmologów.

Naukowcy zwracają jednak uwagę na częstotliwość zjawiska. Aktywność wulkaniczna na Teneryfie utrzymuje się obecnie na poziomie wyższym niż w ostatnich latach. Dlatego sytuacja jest monitorowana.

Podwyższona aktywność nie jest zresztą nowym zjawiskiem – także w kwietniu aparatura rejestrowała niemal codzienne wstrząsy w rejonie Teide.

Czy Teide może wybuchnąć?

To pytanie nasuwa się niemal automatycznie. Teide jest symbolem Teneryfy, najwyższym szczytem Hiszpanii i aktywnym systemem wulkanicznym. Jednak ewentualna przyszła erupcja na wyspie wcale nie musi oznaczać erupcji samego Teide.

W marcu opisywaliśmy również przygotowania służb i plany reagowania na wypadek, gdyby aktywność Teide zaczęła wskazywać na realne zagrożenie erupcją.

I tutaj robi się naprawdę interesująco. Według analiz opartych na historii aktywności wulkanicznej prawdopodobieństwo wystąpienia erupcji gdzieś na Teneryfie w ciągu najbliższych 50 lat szacowane jest na około 40 proc. Nie oznacza to 40-procentowego ryzyka erupcji teraz, w tym roku czy w najbliższych miesiącach. Mowa o statystycznym prawdopodobieństwie obejmującym pół wieku i całą wyspę.

Co więcej, naukowcy wskazują, że bardziej prawdopodobny jest zupełnie inny scenariusz niż erupcja centralnego systemu Teide. Jaki?

Nowy wulkan na Teneryfie

Itahiza Domínguez zwraca uwagę, że najbardziej prawdopodobna byłaby erupcja bazaltowa podobna do tej, która rozpoczęła się na La Palmie w 2021 roku.

W takim przypadku magma mogłaby wydostać się na powierzchnię w miejscu, w którym wcześniej nie było wulkanu. Co to oznacza? Nowy wulkan na Teneryfie.

– Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest pojawienie się nowego wulkanu na północno-wschodnim grzbiecie wyspy – wyjaśnia ekspert.

Erupcje w centralnym systemie, w którym znajduje się Teide, zdarzają się rzadziej. Nie oznacza to oczywiście, że naukowcy przewidują obecnie powstanie nowego wulkanu. To scenariusz dotyczący potencjalnej przyszłej erupcji, a nie prognoza tego, co wydarzy się w najbliższych tygodniach czy miesiącach.

Pod Teneryfą może gromadzić się magma

Trzęsienia ziemi nie są jedynymi sygnałami rejestrowanymi przez aparaturę. Naukowcy wykrywają również sygnały o niskiej częstotliwości. To impulsy sejsmiczne, które mogą utrzymywać się przez kilka minut, a nawet pół godziny. Część z nich może mieć związek z przemieszczaniem się płynów pod powierzchnią wyspy.

Badacze uważają, że pod Teneryfą gromadzi się magma, choć nie oznacza to, że zmierza ona obecnie ku powierzchni.

– Nie mamy stuprocentowo pewnego wyjaśnienia, co dokładnie dzieje się pod ziemią. Uważamy, że ta akumulacja mogła się ustabilizować i generować te sygnały. Może to być normalne, choć musimy zachować czujność na wypadek, gdyby ten zbiornik nabrał siły – tłumaczy Domínguez.

Teneryfa jest aktywną wyspą wulkaniczną. Obecność magmy i aktywność sejsmiczna nie są więc zjawiskami zaskakującymi. Ważniejsze jest to, czy poszczególne parametry zaczynają się zmieniać jednocześnie i w określony sposób.

Co musiałoby się wydarzyć przed erupcją?

Naukowcy obserwują kilka wskaźników. Jednym z najważniejszych byłoby pojawienie się trzęsień ziemi odczuwalnych przez mieszkańców, zwłaszcza gdyby zaczęły występować regularnie, stawały się coraz silniejsze, a ich ogniska przemieszczały się w kierunku powierzchni.

– Aktywność wulkaniczna utrzymuje się na wyższym poziomie niż w ostatnich latach; nie możemy wykluczyć możliwości wystąpienia spontanicznie odczuwalnego trzęsienia ziemi – mówi Domínguez.

Samo pojedyncze odczuwalne trzęsienie nadal nie oznaczałoby erupcji. Znacznie poważniejszym sygnałem byłaby seria wstrząsów migrujących ku powierzchni. Naukowcy zwracaliby również uwagę na gwałtowną deformację gruntu oraz zmiany w emisji gazów wulkanicznych. Dopiero połączenie takich sygnałów mogłoby wskazywać na istotną zmianę sytuacji.

Historia Teneryfy pokazuje, że takie obserwacje mają znaczenie. Przed wcześniejszymi erupcjami mieszkańcy odczuwali trzęsienia ziemi na tygodnie, miesiące, a w niektórych przypadkach nawet znacznie wcześniej. Przed ostatnią erupcją na wyspie, która nastąpiła w 1909 roku, odczuwalne wstrząsy notowano już rok wcześniej.

Naukowcy obserwują Teneryfę. Zbiera się PEVOLCA

Wzrost aktywności spowodował zwiększenie częstotliwości monitorowania sytuacji przez instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Sytuację analizuje komitet doradczy specjalnego planu PEVOLCA, czyli kanaryjskiego systemu ochrony ludności i reagowania kryzysowego na zagrożenia wulkaniczne. Spotkania mają odbywać się regularnie, co trzy miesiące, aby eksperci mogli ponownie oceniać dane i reagować, jeśli sytuacja zacznie się zmieniać.

Jeżeli pojawiłyby się sygnały wskazujące na wzrost bezpośredniego zagrożenia, możliwe jest zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia i uruchomienie odpowiednich procedur. Na razie nie ma jednak ku temu podstaw.

Czy turyści lecący na Teneryfę mają powody do obaw?

Według obecnych danych – nie. Eksperci oceniają prawdopodobieństwo erupcji w krótkiej i średniej perspektywie jako niskie. Nie ma również informacji wskazujących na bezpośrednie zagrożenie dla mieszkańców czy turystów.

Dziesięć rojów sejsmicznych zarejestrowanych w 2026 roku jest zjawiskiem nietypowym i dlatego naukowcy poświęcają mu szczególną uwagę. Nie jest jednak równoznaczne z zapowiedzią erupcji.

– Nie da się określić daty erupcji. Pracujemy w oparciu o możliwości – podkreśla Domínguez.

I to właściwie najważniejsze zdanie w całej historii. Teneryfa jest wyspą wulkaniczną i pozostaje aktywna geologicznie. Prędzej czy później kolejna erupcja jest więc częścią jej naturalnej przyszłości. Nie wiadomo jednak, czy nastąpi za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

Obecna zwiększona aktywność może się utrzymywać, nasilić albo po prostu wygasnąć. Dlatego naukowcy obserwują. Ale na razie nie alarmują. Nowy wulkan na Teneryfie to potencjalny scenariusz rozwoju wydarzeń. Czas pokaże, czy tak się stanie.

Źródło: 20minutos, Instituto Geográfico Nacional (IGN)
Fot.: Ścieżki Mojego Świata

Czytaj również: