Turyści tonęli na Fuerteventurze. W ciągu zaledwie kilku dni na północnym wybrzeżu wyspy doszło do trzech dramatycznych akcji ratunkowych. W jednym przypadku ratownik musiał samotnie utrzymywać na powierzchni aż cztery osoby.

Turyści tonęli na Fuerteventurze w miejscach doskonale znanych osobom wypoczywającym na wyspie. Tym razem wypoczynek przyniósł śmiertelne zagrożenie….

Z czym kojarzy się Fuerteventura? To raj dla surferów, słońce, plaże bez końca i ocean. Ale właśnie ten ocean może stanowić ogromne niebezpieczeństwo – nawet dla osób, które dobrze pływają. Ostatnie dni pokazały to wyjątkowo dobitnie. Ratownicy na Fuerteventurze ruszali na pomoc w Los Lagos de El Cotillo oraz w rejonie Grandes Playas. Musieli mierzyć się zarówno z silnym wiatrem, jak i niebezpiecznymi prądami, które potrafią błyskawicznie oddalić człowieka od brzegu.

Turyści tonęli na Fuerteventurze. Mężczyzna na SUP-ie dryfował coraz dalej od brzegu

Pierwsza z dwóch poniedziałkowych akcji ratunkowych na Fuerteventurze rozegrała się 7 września w Los Lagos de El Cotillo. Mężczyzna pływający na desce SUP zaczął dryfować z powodu silnego wiatru i nie był w stanie samodzielnie wrócić na brzeg. Na pomoc ruszył młody ratownik. Aby dostać się do mężczyzny, musiał przepłynąć około 300 metrów. To był jednak dopiero początek. Po dotarciu do turysty ratownik rozpoczął holowanie go w kierunku plaży. Miał przed sobą kolejne około 300 metrów. Dopiero na ostatnich mniej więcej 50 metrach otrzymał pomoc od drugiego ratownika.

Mężczyzna dotarł na brzeg skrajnie zestresowany i wyczerpany. Ratownicy podali mu tlen i monitorowali jego funkcje życiowe do czasu przyjazdu karetki. Kiedy mężczyzna odzyskał siły, sam przyznał, jak poważna była sytuacja.

– Gdyby nie oni, nie dałbym sobie rady – powiedział wskazując na ratowników.

Niebezpieczny prąd na Fuerteventurze porwał turystę

Na tym poniedziałkowe akcje się nie skończyły. Do kolejnego groźnego zdarzenia doszło około godz. 18.15 w rejonie Grandes Playas. Ratownicy kończyli już pracę i przygotowywali się do powrotu do bazy, kiedy otrzymali informację o kolejnym turyście potrzebującym pomocy. W pobliżu plaży La Barreta silny prąd wsteczny porwał około 60-letniego Włocha. Mężczyzna znajdował się około 200 metrów od brzegu i nie był w stanie samodzielnie wrócić na plażę.

Czterech ratowników natychmiast ruszyło samochodem terenowym w kierunku miejsca zdarzenia. Dołączyli do kolegi pełniącego dyżur w znajdującej się w pobliżu wieży. Cała piątka weszła do oceanu i rozpoczęła poszukiwania turysty.

Włoch z trudem utrzymywał się na powierzchni

Kiedy ratownicy dotarli do mężczyzny, sytuacja była już bardzo poważna. Według ich relacji turysta był skrajnie wyczerpany, ciężko oddychał i z trudem utrzymywał się na powierzchni. Nie miał już siły, aby samodzielnie zbliżyć się do brzegu. Ratownicy zabezpieczyli go za pomocą dwóch boi ratowniczych i rozpoczęli holowanie w kierunku plaży. Akcja zakończyła się sukcesem. Włoch bezpiecznie dotarł na brzeg. Jego stan był na tyle dobry, że nie było konieczności podawania mu tlenu ani przewożenia do szpitala.

Ratownicy zwracają uwagę, że do zdarzenia doszło niemal pod koniec ich dnia pracy. Gdyby pomoc nie nadeszła, mężczyzna po prostu by utonął.

55-letni ratownik utrzymywał na powierzchni cztery osoby

Jeszcze bardziej dramatyczne sceny rozegrały się kilka dni wcześniej, w czwartek, 3 września, w rejonie Grandes Playas de Corralejo. W niebezpieczeństwie znalazła się czteroosobowa rodzina brytyjskich turystów.

Cztery osoby walczące o życie w oceanie zauważył z wieży 55-letni ratownik. Brytyjczycy byli coraz bardziej zmęczeni i znajdowali się daleko od brzegu. Sytuacja wyglądała dramatycznie. Ratownik natychmiast ruszył na pomoc. Najpierw przebiegł około 150 metrów dzielących jego stanowisko od miejsca, z którego mógł wejść do wody, a następnie popłynął w kierunku rodziny. Po dotarciu do Brytyjczyków utrzymywał na powierzchni wszystkie cztery osoby i czekał na wsparcie. Był sam z czterema osobami znajdującymi się w niebezpieczeństwie.

Na miejsce dotarł następnie skuter wodny z dwoma kolejnymi ratownikami. Wspólnie udało im się wydostać całą rodzinę z oceanu. Jedna z uratowanych osób – niepełnoletnia – wymagała pomocy medycznej. Po dotarciu na brzeg miała bardzo wysokie tętno i została przewieziona do Hospital General de Fuerteventura. Jej życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo.

Co uratowało Brytyjczyków. Dobra kondycja fizyczna 55-letniego ratownika, na co w rozmowie z mediami zwracali uwagę jego koledzy. Mężczyzna musiał nie tylko dotrzeć do znajdującej się daleko od brzegu rodziny, ale i utrzymywać cztery osoby na powierzchni do czasu nadejścia pomocy. Biorąc pod uwagę jego wiek, to naprawdę był niezły wyczyn.

Niebezpieczne prądy na Fuerteventurze

Ratownicy ostrzegają szczególnie przed warunkami panującymi w rejonie Grandes Playas podczas odpływu. Silny prąd wsteczny może odciągać kąpiących się od brzegu. Zagrożenie nie zawsze jest łatwe do zauważenia z plaży. Szczególnie niebezpieczne może być dla turystów, którzy nie znają lokalnych warunków. O tej właśnie sile oceanu i tym, jak dramatycznie może zakończyć się wejście do wody przekonali się w ciągu kilku dni zarówno brytyjscy, jak i włoscy turyści oraz mężczyzna pływający na desce SUP.

Po akcji z brytyjską rodziną ratownicy zwrócili również uwagę na problem z informowaniem zagranicznych turystów o zagrożeniach. Zaapelowali o przekazywanie ostrzeżeń i informacji dotyczących bezpieczeństwa na plażach Fuerteventury w większej liczbie języków.

Tegoroczne statystyki pokazują, że problem jest poważny. Od początku 2026 roku do końca sierpnia na Fuerteventurze utonęło 10 osób. To drugi najwyższy wynik na całych Wyspach Kanaryjskich – więcej ofiar odnotowano tylko na Teneryfie.

Źródło: La Voz de Fuerteventura, Canarian Weekly, Canarias, 1500 Km de Costa
Fot. La Voz de Fuerteventura

Chcesz wiedzieć więcej? Dołącz do mnie na Facebooku i bądź na bieżąco z turystycznymi newsami i ciekawostkami z podróży!

Czytaj również: