Na Majorce ponownie wybuchły protesty przeciwko masowej turystyce. W niedzielę 26 lipca mieszkańcy wyspy wyszli na ulice, przekonując, że nadmierna turystyka na Majorce powoduje wzrost cen mieszkań, przepełnienie plaż i coraz większą presję na infrastrukturę. Jednocześnie wielu z nich podkreśla, że bez turystów wyspa nie byłaby w stanie funkcjonować. O wydarzeniach informuje lokalny portal Majorca Daily Bulletin.
To już kolejna duża demonstracja organizowana przez ruch Menys Turisme, Més Vida („Mniej turystyki, więcej życia”). Protesty na Majorce są odpowiedzią na rosnące niezadowolenie mieszkańców, którzy przekonują, że obecny model rozwoju wyspy przestał być zrównoważony, a największą cenę za turystyczny boom płacą właśnie oni.
Dlaczego protesty na Majorce nie ustają?
Zdaniem organizatorów problemem nie są sami turyści, lecz skala zjawiska. Coraz większa liczba odwiedzających powoduje wzrost cen nieruchomości i czynszów, utrudnia mieszkańcom znalezienie lokum oraz zwiększa obciążenie dróg, plaż i usług publicznych. Protestujący przekonują, że masowa turystyka na Majorce osiągnęła granice możliwości wyspy i domagają się lepszego zarządzania ruchem turystycznym.
Dwadzieścia lat, które zmieniły Majorkę
Liczby pokazują, dlaczego temat wywołuje na wyspie tak duże emocje. Według danych przytoczonych przez Majorca Daily Bulletin, w ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba mieszkańców Balearów wzrosła z niespełna miliona do około 1,25 mln osób. W tym samym czasie roczna liczba turystów zwiększyła się o 7,5 mln i dziś przekracza 19 mln.
Jeszcze szybciej rosła baza noclegowa. W 2005 roku praktycznie nie istniał rynek krótkoterminowego wynajmu mieszkań. Dziś oferuje on już ponad 140 tys. miejsc noclegowych, a liczba zarejestrowanych apartamentów i domów wakacyjnych przekracza 19 tys. obiektów.
Zmieniły się także ceny nieruchomości. Średnia cena metra kwadratowego mieszkania wzrosła z 2207 euro do 4062 euro, co dla wielu mieszkańców Majorki oznacza coraz większe trudności ze znalezieniem mieszkania w rozsądnej cenie.
Turystów jest więcej, ale zostają krócej
Paradoksalnie, choć turyści na Majorce wydają rekordowe kwoty, spędzają na wyspie coraz mniej czasu. Średnia długość pobytu skróciła się z 11,2 dnia do zaledwie 6,4 dnia. Efekt? Większa rotacja odwiedzających i jeszcze większe obciążenie lotniska, dróg, plaż oraz komunikacji.
Lokalni przedstawiciele branży turystycznej przyznają, że właśnie ten szybszy przepływ turystów jest dziś jednym z największych wyzwań dla wyspy.
„Jesteśmy zależni od turystyki”
Choć protesty na Majorce są coraz liczniejsze, mieszkańcy nie mówią jednym głosem.
– Turystyka jest niezbędna na Majorce. Nie mamy innego źródła dochodu – powiedział portalowi Majorca Daily Bulletin Toni, taksówkarz z Palmy.
Podobnego zdania jest Dani, właściciel kawiarni.
– Musimy dbać o tych, którzy nas karmią, a nie ich wypędzać. Zarządzanie liczbą turystów to jedno, ale niechęć do ich przyjazdu to coś zupełnie innego – podkreślił.
Wielu mieszkańców uważa jednak, że obecna skala ruchu turystycznego wymknęła się spod kontroli.
– Przeludnienie jest trochę poza kontrolą. Nie chodzi o to, żeby ograniczać turystykę siekierą, ale znaleźć sposób na jej rozsądne regulowanie – powiedziała Isabel, pracująca w sklepie w centrum Palmy.
„Sytuacja jest nie do wytrzymania”
Największe emocje budzi dziś rynek mieszkaniowy. Clara, jedna z mieszkanek wyspy, przyznała, że jej bliscy rozważają opuszczenie Majorki, ponieważ nie stać ich już na wynajem mieszkania.
– Sytuacja jest nie do wytrzymania i trwa już od dawna. Boję się, że stracimy nasze tradycyjne dzielnice, lokalne sklepy i własną tożsamość – powiedziała.
Podobnie uważa Sara, która sprzeciwia się nadmiernej turystyce.
– Byłam niedawno na Capri. Tam jest jeszcze gorzej. Nie dało się nawet zrobić kroku. Nie chcę, żeby Majorka wyglądała w ten sposób – stwierdziła.
Protesty trwają, ale turystów nie ubywa
Niedzielna demonstracja była już piątą dużą akcją protestacyjną od maja 2024 roku.
Jak zauważa Majorca Daily Bulletin, mimo że protesty na Majorce powracają regularnie, liczba odwiedzających wyspę nie spadła w znaczący sposób. Jeśli pojawiały się słabsze wyniki, wynikały one raczej z wysokich cen niż z obaw turystów przed demonstracjami.
Zdaniem lokalnych komentatorów protesty wywierają natomiast coraz większą presję na władze Balearów. Mieszkańcy oczekują skuteczniejszych działań w sprawie mieszkalnictwa, ograniczenia skutków masowej turystyki oraz lepszego planowania rozwoju wyspy.
Majorka wciąż żyje z turystyki, ale coraz więcej mieszkańców uważa, że obecny model osiągnął granice swojej wydolności. Dlatego protesty na Majorce nie ustają i wszystko wskazuje na to, że w kolejnych sezonach będą powracać.
Źródło: Majorca Daily Bulletin
Fot.: Pixabay
Czytaj również:
- Tragedia na Elbrusie. Zginęło pięcioro alpinistów. Dwa dni wcześniej prosili: „Trzymajcie kciuki”
- Turyści na Malcie. Jedno wykroczenie i mandat od ręki
- Szok na Majorce. Turyści zaatakowani, gdy odmówili prostytutkom
- Kwatery na wynajem w Hiszpanii znikają. Powód? Likwidacja szarej strefy
- Podatek turystyczny w górę. Ile zapłacisz za nocleg w Barcelonie?
- Amsterdam ma dość turystów. Chcą wyrzucić wycieczkowce
- Turcja bije rekordy. Miliony turystów, miliardy dolarów
- MSZ ostrzega turystów w Turcji. Tych regionów lepiej unikać