Wizz Air narobił szumu wokół Stanów Zjednoczonych, ale sprawa jest znacznie mniej rewolucyjna, niż sugerowały nagłówki. Tanie linie nie planują regularnych połączeń do USA. W grę wchodzą wyłącznie loty czarterowe – i to pod bardzo konkretny warunek: muszą się sprzedać z góry i gwarantować zysk.

Skąd w ogóle zamieszanie z Ameryką? Wywołał je wniosek złożony przez Wizz Air UK do amerykańskiego Departamentu Transportu o przyznanie praw do lotów do Stanów Zjednoczonych. W branżowych mediach natychmiast pojawiły się spekulacje o tanich, transatlantyckich rejsach do USA na pokładzie Airbusów A321XLR.

Problem w tym, że to była nadinterpretacja faktów, a nie realny plan siatki połączeń.

Dlaczego wniosek złożył Wizz Air UK, a nie „główna” spółka

Jak wyjaśniał wcześniej prezes linii József Váradi, Stany Zjednoczone nie uznają europejskiego nadzoru lotniczego EASA jako organu regulacyjnego. Amerykanie honorują wyłącznie krajowe urzędy lotnicze. Dlatego w strukturze grupy to właśnie brytyjska spółka Wizz Air UK pełni funkcję regulacyjną dla potencjalnych operacji do USA, a nie podmioty zarejestrowane na Węgrzech czy Malcie. To kwestia formalna, a nie zapowiedź nowej siatki połączeń.

Jasna deklaracja: regularnych lotów nie będzie

Kilka dni po medialnej burzy sprawę uciął dyrektor finansowy linii, Ian Malin. Podczas konferencji wynikowej jasno wskazał, że Wizz Air nie zamierza uruchamiać regularnych połączeń Europa–USA. Linia złożyła wniosek wyłącznie o prawa do lotów czarterowych, głównie z myślą o obsłudze Mistrzostw Świata. Tyle – i aż tyle.

Czarter tylko wtedy, gdy pieniądze się zgadzają

Wizz Air nie zamierza ryzykować. Model czarterowy ma sens wyłącznie wtedy, gdy:

  • samolot zostanie sprzedany z wyprzedzeniem,
  • koszty będą pokryte,
  • zysk będzie zabezpieczony jeszcze przed startem operacji.

Dopiero wtedy możliwe są loty przez Atlantyk, realizowane wąskokadłubowym A321XLR. Bez pełnego obłożenia – nie ma tematu.

USA na razie tylko na specjalne okazje

Podsumowanie jest proste: Wizz Air nie wchodzi na rynek transatlantycki z regularną ofertą. Nie będzie tanich, codziennych lotów do Nowego Jorku czy Chicago. Jeśli linia poleci do USA, to okazjonalnie, czarterowo i pod konkretne wydarzenie.

Cała historia pokazuje raczej ostrożność finansową przewoźnika niż lotniczą rewolucję.

Źródło: Rynek Lotniczy

Czytaj również: