Marzy ci się Bukareszt? Zapłać więcej za nocleg w nim. Od tego roku turyści nocujący w stolicy Rumunii muszą sięgnąć głębiej do kieszeni. Miasto wprowadziło  obowiązkowy podatek turystyczny. Obejmuje on wszystkich odwiedzających miasto – bez wyjątków.

Decyzję podjęto pod koniec grudnia 2025 roku. Radni przegłosowali uchwałę, a nowa opłata weszła w życie z początkiem roku. Turyści już zatem płacą, a władze Bukaresztu czekają na spodziewane zyski.

Ile płacą turyści?

Podatek wynosi 10 lei za noc. To w przeliczeniu około 8 złotych. Niby niewiele, ale przy kilkudniowym pobycie i setkach tysięcy gości robi się z tego poważna suma.

Gdzie obowiązuje opłata? We wszystkich formach zakwaterowania, czyli w hotelach, hostelach, pensjonatach, apartamentach, a nawet na kempingach. Co ważne, turysta nie musi niczego załatwiać samodzielnie. Podatek pobiorą za niego hotele, właściciele apartamentów, platformy rezerwacyjne i biura podróży – automatycznie, przy rozliczeniu noclegu.

Miliony dla miasta

Władze Bukaresztu szacują, że nowa opłata zasili miejską kasę kwotą około 15 milionów lei, czyli blisko 3 milionów euro rocznie. Na co pójdzie ta kasa? Pieniądze mają zostać przeznaczone m.in. na promocję miasta jako popularnego kierunku turystycznego, przyciąganie większej liczby gości i wydłużenie średniego czasu pobytu. Podatek od turystów ma też sfinansować inwestycje w infrastrukturę i podniesienie jakości obsługi turystów.

Branża turystyczna podzielona

Na papierze brzmi to jak plan idealny. Problem w tym, że nie wszyscy w niego wierzą. Rumuńska branża hotelarska zareagowała na nowy podatek dość chłodno. Federacja Rumuńskiego Przemysłu Hotelarskiego zarzuciła władzom miasta, że nowy podatek wprowadzono bez konsultacji z sektorem prywatnym i bez jasnego, przejrzystego planu wydatkowania środków.

Czego obawiają się hotelarze? Tego, że pieniądze trafią do wspólnego budżetu, a turystyka dostanie resztki. W oficjalnych stanowiskach pojawiają się zarzuty o administracyjną improwizację i brak realnego partnerstwa między miastem a branżą.

Podatek już był – i skończyło się to źle

To nie pierwszy raz, gdy Bukareszt próbuje zarabiać na turystach. W 2017 roku wprowadzono podobną daninę. Wynosiła 1 procent wartości noclegu. Do budżetu miasta wpłynęło wtedy około miliona euro. Zatem w czym problem? Ano w tym, że nie wszystkie te środki trafiły na rozwój turystyki. Efekt był na tyle rozczarowujący, że władze ostatecznie z tamtego podatku się wycofały.

Bukareszt nadal przyciąga

Mimo tych kontrowersji stolica Rumunii to jedna z największych turystycznych atrakcji w tej części Europy. Spośród 14,4 miliona turystów, którzy odwiedzili Rumunię w 2024 roku, niemal 2 miliony przyjechały właśnie do Bukaresztu. Czym przyciąga miasto stołeczne? Specyficznym klimatem, kulturą i oszałamiającą architekturą, która odsłania burzliwą historię kraju. Wystarczy wspomnieć choćby słynny Pałac Parlamentu, jeden z największych budynków użyteczności publicznej na świecie.

Czy nowy podatek rzeczywiście pomoże miastu? Czy tylko podniesie koszty dla turystów, a kasa trafi nie tam, gdzie powinna? Czas pokaże.

Czytaj również: